Dotacja czy inwestycja? Dlaczego nikt nie mówi o tym ile kultura wnosi do budżetu?
Zwiększanie uczestnictwa w kulturze nie jest wyłącznie sprawą artystów i publiczności. Jest jednym z narzędzi budowania zdrowego, bogatego, aktywnego i lepiej współpracującego społeczeństwa.
24 września 2026
Z serii - „Hmmm? Neurofonia?” Hmmm No.2
Teza: Inwestycja, a nie dotacja. Dlaczego oszczędzanie na kulturze jest najdroższym błędem państwa?
Za każdym razem, gdy w debacie publicznej pojawia się temat pieniędzy przeznaczanych na kulturę, wraca to samo słowo: dotacja. Niewinne z pozoru, niesie ze sobą bardzo konkretny sposób myślenia. Dotuje się przecież coś, co samo nie może się utrzymać; coś, do czego trzeba dopłacić, choć pieniądze już do nas nie wrócą. W ten sposób kultura zaczyna być przedstawiana jako koszt — potrzebny być może społecznie, szlachetny, ale jednak koszt.
A co, jeśli patrzymy na nią z niewłaściwej strony?
Belgijski muzyk i działacz Frederik Sioen, analizując dane budżetowe Gandawy, pokazał rzecz, o której środowisko kultury wciąż mówi zdecydowanie zbyt rzadko: pieniądze przeznaczane na kulturę nie znikają. Zaczynają krążyć. Uruchamiają kolejne działania, miejsca pracy, usługi, spotkania i przedsięwzięcia, które wykraczają daleko poza samą salę koncertową, teatr czy galerię. Potwierdzają to również polskie dane.
Z opublikowanego przez Polski Instytut Ekonomiczny (PIE) raportu „Przemysły kreatywne 2023” wynika, że sektory kultury i kreatywne wygenerowały bezpośrednio w Polsce 31,2 mld PLN wartości dodanej. Kiedy jednak uwzględnimy ich wpływ na inne obszary gospodarki — gastronomię, transport, poligrafię, hotelarstwo i wiele innych usług — wartość ta wzrasta do 82,4 mld PLN, czyli 3,58% polskiego PKB.
PIE wylicza również mnożnik gospodarczy dla kultury na poziomie 2,64. Innymi słowy: każda złotówka wartości dodanej powstająca w sektorze kultury uruchamia kolejne 1,64 PLN w innych częściach gospodarki. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) sektor ten daje w Polsce utrzymanie blisko 289 tysiącom osób.
To ważne, ponieważ pokazuje, że koncert, spektakl czy wystawa nie kończą się w chwili, gdy gaśnie światło na scenie. Wokół nich pracują technicy, realizatorzy, graficy, drukarnie, restauracje, hotele, firmy transportowe, nauczyciele, producenci i dziesiątki innych zawodów. Kultura tworzy środowisko, w którym rozwijają się kolejne aktywności. Ale jej znaczenie nie kończy się na gospodarce.
Coraz więcej badań pokazuje związek uczestnictwa w kulturze ze zdrowiem i dobrostanem człowieka. Z badań epidemiologicznych prowadzonych przez prof. Daisy Fancourt z University College London (UCL) oraz raportów Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wynika, że regularny kontakt z kulturą może wiązać się między innymi z niższym ryzykiem depresji oraz korzystnie wpływać na procesy związane ze starzeniem.
W Wielkiej Brytanii korzyści zdrowotne wynikające z uczestnictwa w sztuce wyceniane są na 18,6 miliarda funtów rocznie. Programy tzw. „recepty na kulturę” (social prescribing) przynoszą według dostępnych analiz zwrot szacowany na od 2,30 do nawet 9 funtów z każdego zainwestowanego funta, między innymi poprzez zmniejszenie obciążenia części usług zdrowotnych.
Co niezwykłe, cały ten potencjał ujawnia się przy stosunkowo niewielkim społecznym uczestnictwie w kulturze. I właśnie tutaj pojawia się kwestia być może najciekawsza: skoro kultura przynosi tak wiele korzyści już dziś, to co mogłoby się wydarzyć, gdyby uczestniczyło w niej znacznie więcej osób?
Jak wskazuje Narodowe Centrum Kultury (NCK) w komunikacie z badań „Aktywność kulturalna Polaków”, aż 75% społeczeństwa w ciągu roku ani razu nie odwiedziło filharmonii, teatru ani galerii sztuki, a 78% kontaktuje się z kulturą przede wszystkim indywidualnie, za pośrednictwem ekranu.
To oznacza, że ogromna część społecznego potencjału kultury pozostaje wciąż niewykorzystana.
Co mogłoby się wydarzyć, gdybyśmy dzięki mądrej edukacji, dobremu zaproszeniu i stopniowemu oswajaniu ludzi z „kodem kultury” potrafili włączyć w ten obieg tych, którzy dziś stoją poza nim?
Nie chodzi przecież o to, by wszystkich nauczyć rozpoznawania stylów architektonicznych, nazwisk kompozytorów czy zasad zachowania w filharmonii. Chodzi o coś znacznie prostszego: żeby więcej ludzi odkryło, że kultura jest również dla nich — i że uczestnictwo w niej może realnie wzbogacać ich życie. Realnie = także finansowo. Jeżeli zaś wraz z tym rośnie aktywność społeczna, dobrostan, liczba lokalnych przedsięwzięć, atrakcyjność miejscowości, zatrudnienie i obrót gospodarczy, zaczynamy widzieć kulturę zupełnie inaczej.
Nie jako luksus, na który państwo może sobie pozwolić w dobrych czasach. Nie jako koszt, który w pierwszej kolejności można ograniczyć. Ale jako infrastrukturę społeczną — przestrzeń, dzięki której ludzie spotykają się, rozwijają, tworzą relacje, pracę i nowe pomysły.
A to pokazuje, że zwiększanie uczestnictwa w kulturze nie jest wyłącznie sprawą artystów i publiczności. Jest jednym z narzędzi budowania zdrowszego, bardziej aktywnego i lepiej współpracującego społeczeństwa.
A wtedy pytanie przestaje brzmieć: ile kosztuje nas kultura?
Znacznie ciekawsze brzmi: ile kosztuje nas jej brak?
Marcin / Neurofonia Team
Wasze komentarze i przemyślenia to cenny materiał popularyzatorsko-edukacyjny. Cenny dla nas wszystkich. Będziemy je troskliwie zbierać i budować bazę danych niezbędnych do tworzenia więzi między twórcą a odbiorcą. W ten sposób będziecie też częścią Neurofonii. Piszcie!
Zapraszamy na https://www.facebook.com/FundacjaNeurofonia - możecie nas wesprzeć obserwując, podając dalej, lub inaczej.